Floralia


W zeszłą niedzielę postanowiliśmy wybrać się do Aquincum. Powodu specjalnego nie było. Chłopak ciekaw był ruin (Aquincum to stara osada rzymska), które widujemy z samochodu a i mnie od dawna korciło, żeby tam kiedyś zajrzeć, akurat był wolny dzień, czemu więc nie.


Spodziewałem się spokojnego spaceru wśród kamieni ale kiedy przyszliśmy na miejsce okazało się, że mnóstwo rzeczy akurat się tam odbywa. Na trawie ścierali jacyś wojownicy, jakiś czas później miejsce miał przegląd (dość małego, muszę powiedzieć) legionu rzymskiego, trochę dalej obozowisko rzymskie, obok, czemu nie, głaskalnia lamy i kóz z zoo, jest też pokaz dawnych rzemiosł, mały jarmark rękodzieł i no bufet sprzedający placki pieczone na miejscu w prymitywnym piecu (dobre). Wszędzie dużo odwiedzających. Zeby nikomu się na pewno nie nudziło co jakiś czas to wszystko polewa deszcz.

Powodów tej nagłej aktywności są chyba dwa. Jeden, akurat odbywa się święto muzeów. Dwa, muzeum zapewne akurat obchodzi stare rzymskie święto Floralia.

Swięto to obchodziło się kiedyś ukwiecając budynki. Muzeum kontynuuje tę tradycję i z pomocą uczniów ogrodniczej zawodówki im. Gyuli Magyara udekorowało kwiatami co się da. Byłem kompletnie urzeczony. Muzea archeologiczne kojarzą się zwykle z kamieniami, odłamkami rzeźb i trudno rozpoznawalnymi fragmentami budynków, interesującymi raczej dla fachowców niż zwykłych ludzi a tu nagle tyle uroku i wdzięku nadanego ruinom przez świeżą zieleń. Chodzimy i coraz to odkrywam gdzieś nowy bukiet, wieniec, gerbery pływające w fontannie czy po prostu trochę kwiatów położonych na jakąś rzeźbę albo też oplatających kolumnę. Niesamowity pomysł, długo został ze mną.