śmierć rowerzysty

Zupełnie przyzwyczaiłem się do przydrożnych pomniczków upamiętniających ofiary wypadków drogowych, które tam straciły życie. Na ogół nieduże, niskie, krzyż albo słupek, często ze zniczem stojącym obok albo wiązanką kwiatów są już stałym elementem dróg i rytuału nagłej śmierci w wypadkach.

Dziś wchodząc do poczty na ulicy Dózsa György zauważyłem kątem oka rower przywiązany łańcuchem do słupka. Rzecz niby normalna ale było w nim coś dziwnego. Stał na wysepce, cały pomalowany był na biało, kiepska wyścigówka, wyglądająca jakby nikt nie nieużywał jej od dawna. Przyjrzałem mu się uważniej i zauważyłem znicze stojące obok oraz zwisającego pluszowego misia.

Jakkolwiek niezwykły nie byłby to widok sytuacja była oczywista. Przede mną był pomnik rowerzysty, który zapewne tu właśnie stracił niedawno życie. Być może nowa – raczej smutna – tradycja rodząca się na mych oczach.