pełen recycling

Pod domem na placu mamy co sobotę rynek MDF. Nazwa pochodzi jeszcze z początku lat 90tych kiedy to rządząca wówczas partia MDF (Magyar Demokrata Fórum, Węgierski Forum Demokratyczne, obecnie weszło do parlamentu ledwo przekraczając próg wyborczy z 5,03% głosów, ale nie o tym chciałem) zezwoliła rolnikom sprzedawać swoje produkty bezpośrednio na ulicach. Doprowadziło do powstania małych, nieformalnych rynków, które przetrwały do dziś choć nie zawsze sprzedaje się tam wyłącznie produkty drobnych rolników, na przykład ostatnio widziałem tam winogrona.

Jeszcze zanim wprowadzono u nas pojemniki do recyclingu (papier, szkło – osobno na przezroczyste i na kolorowe, plastik) na naszym rynku funcjonował nieformalny system recyclingu. Sprzedawcom można było dać słoiki, pudełka na jajka, butelki (na sok pomidorowy) czy też plastikowe butelki po napojach i wodzie (na wino albo moszcz jesienią). Chętnie przyjmowali też suchy chleb.

Do systemu włączyłem się chętnie. Od kiedy okazało się, że słoiczki po Hippach, które namiętnie jadł wówczas Chłopak przyjmie pewien sprzedawca, nasze słoiki i pudełka na jajka zawsze nosiłem do niego. Zbierało się to w ciągu tygodnia a w sobotę zabierało do niego. Zawsze dostawałem od niego coś extra, a to dwa jabłka a to gruszkę. Widać było, że się z naszych słoiczków cieszył. Sliwka się śmiała, że to mój kumpel.

Jakaż też była radość kiedy w poprzednią sobotę kupując od niego chrzan dostałem go w słoiczku, który niechybnie od nas pochodzi. Daliśmy mu sporo słoiczków tego typu, nawet (fleja) nie zmył naklejki więc to na pewno nasz. Pełen recycling.