złoto Istanbułu

Nie pisałem znowu parę dni bo byłem w Istanbule, gdzie zbyt byłem zalatany, żeby mieć czas na bloga. Wróciłem już jednak, pytanie co było najciekawszego. Wydaje mi się, że kupowanie złotego łańcuszka dla babysitterki Chłopaka.

Pani Krystyna, bo tak się właśnie ona nazywa, przyprowadza go z przedszkola, zajmuje się nim kiedy zachoruje a także czasami robi nam pierogi czy też inne dobre rzeczy, dziś na przykład przyniosła chruściki. Pani Krystyna nie miała lekkiego życia. Ojca zabrali jej w czasie okupacji z łapanki na roboty i tam też zginął, matka zmarła w ostatni dzień wojny. Błąkała się nieco po ludziach – nikt jej nie chciał – zanim w końcu wylądowała u babci. Wychowywała się na ulicy Brzeskiej w Warszawie, kto zna to wie, że nie jest to idealne miejsce dla dzieci. Nie stoczyła się jednak, nie popadła w alkoholizm ani nie zajęła się przestępczością ale do dziś na różnych bazarach czuje się jak ryba w wodzie. Szczegółów nie znam ale w końcu trafiła z córką (już bez męża) do Budapesztu gdzie po raz drugi wyszła za mąż za przystojnego Węgra, z którym ma jeszcze jedno dziecko.

W Budapeszcie trochę pracowała sprzedając odzież Polakom tłumnie tu przyjeżdzającym w latach 80tych. Przyjęła dość interesującą strategię adaptacyjną: zamiast nauczyć się po węgiersku (do dziś mówi tym językiem fatalnie) wszystkich wokół siebie nauczyła po polsku. Co więcej, posunęła się do tego, że nauczyła też swojego męża gotować polskie dania i to on zazwyczaj robi zamawiane u niej pierogi. Pani Krystyna udziela się aktywnie w stowarzyszeniu Bema i chodzi na imprezy do ambasady (trochę jej zazdroszczę, mnie nie zapraszają:)

Wspomnianej już córce też się życie nie układa zbyt lekko. Jakiś rok temu rozwiodła się z mężem, ściślej mówiąc wyrzuciła go po tam jak już dwa lata niczego nie robił i musiała go utrzymywać razem z trójką swoich dzieci. W ramach podziału majątku jej przypadły dzieci a były mąż zatrzymał większość pieniędzy ze sprzedaży wspólnego domu. Smiesznie niskich alimentów do dziś nie płaci, bo nie pracuje i nie ma dochodów. Córka pani Krystyny to kobieta pracująca i wszystkiego się ima. Przywozi towar z Polski dla różnych przedsiębiorców, strzyże, sprząta. Nie poddaje się, radzi sobie.

Ostatnio córka pani Krystyny zgubiła złoty łańcuszek w solarium. Nieszczęście prawdziwe. Pani Krystyna, wiedząc, że jedziemy do Istanbułu, spytała nieśmiało, czy nie moglibyśmy – może – kupić jej tam łańcuszek, żeby mogła go potem dać córce. My: łańcuszek – no problem, jasne. Pani Krystyna daje nam uściubione 150 dolarów, mówi, że kiedy była ostanim razem w Stambule złoto kosztowało 7-8 dolarów za gram i że najlepiej kupuje się na ulicy przed bazarem. Ruszamy. Złota w życiu nie kupowałem, dodam.

W Stambule znajdujemy sklepy na ulicy przed bazarem (w jednym z nich uprzejma Ukrainka obsługuje po rosyjsku, pani Krystyna powie nam potem, że trzeba było mówić po polsku) i okazuje się, że najtańsze złoto kosztuje 14 dolarów. Co robić? Pojawiają się pytania: czy to dobra cena? Jaki łańcuszek kupić, gruby, cieńki, prosty czy też może o skomplikowanym wzorku? W dodatku z tych, które wyglądają najlepiej węższy kosztuje 80 dolarów a szerszy już ponad 180, który wybrać? Do pani Krystyny nie można się dodzwonić, nie wiemy jak decydować. Czy powinniśmy wydać pieniądzą na niego przeznaczone (łańcuszek ma mieć określoną wartość) czy też, wręcz przeciwnie, powinniśmy starać się wydać jak najmniej?

Tak wogóle, wpadam w nastrój filozoficzny, to po co ludzie kupują złoto: bo ładnie wygląda, żeby okazać bogactwo, czy też może, żeby odłożyć coś na czarną godzinę? Czujemy się zupełnie pozbawieni oparcia. Przecież córka pani Krystyny ma kredyt w banku do spłacenia, który zaciągnęła na kupno nowego domu, czemu pani Krystyna nie daje jej tych pieniędzy, żeby pomóc w spłacaniu tego kredytu? Jeśli tego nie robi to po co ten łańcuszek?

Decydujemy się w końcu na ten za 80 dolarów ale do końca pobytu w Stambule dręczy nas niepokój czy dobrze wybraliśmy.

PS Dziś daliśmy łańcuszek pani Krystynie, ucieszyła się. Powiedziała Sliwce, że to nowy wzór a poza tym, że nieźle jej pieniędzy oszczędziła. Już się cieszy jaką niespodziankę zrobi córce. Ufffff!