lodowisko w Zugligecie

Nie pamiętam już kiedy ostatni raz była tu taka zima. Mrozy już od chyba dwóch miesięcy. Cały czas można chodzić na łyżwy, chodzimy też kiedy tylko się da. Ostatnio odkryliśmy małe lodowisko w Zugliget, cudo, zgodnie z Chłopakiem uważamy, że jest najlepsze w mieście i wszystkim znajomym je polecamy.

Lodowisko mieści się koło kempingu pod wyciągiem. Tak, wyciągiem krzesełkowym, obok tramwaji, autobusów, trolejbusów, kolejki na zębatce, linowej kolejki naziemnej, kolejki wąskotorowej, kolejki dojazdowej ten wyciąg jest jednym z elementów miejskiego systemu komunikacji. Ale nie o tym chciałem.

Lodowisko jest naturalne, czyli po prostu robi je się wylewając wodę w mróz. Kiedyś każdej zimy robiono to u nas co roku na podwórku, tutaj to jednak obecnie rzecz niecodzienna. Na lód wychodzi się wprost z budynku gdzie można się przebrać. Rzeczy po prostu się zostawia, nikt niczego nie zabiera, nie kradnie.

Na lodzie – jest to chyba obecnie jedyne takie lodowisko w Budapeszcie – można grać w hokeja. Trzeba tylko uważać, żeby nie walnąć krążkiem w innych. Kiedy ostatnim razem graliśmy z Chłopakiem i paroma kolegami podszedł do nas z lekka zapruty człowiek w odzieży roboczej i niezwykle uprzejmie poprosił, żebyśmy ograniczyli pole gry tak, aby nie przeszkadzać jeżdzącym w kółko. Nie ma sprawy.

Restauracja w której kupuje się bilety (przez nikogo potem nie sprawdzane zresztą) to w budynek o charakterze schroniska turystycznego. W środku sprzadają tutejszą sikowatą, słodką herbatę z cytryną, naleśniki, racuchy z dżemem oraz chleb ze smalcem czyli wszystko o czym można zamarzyć po łyżwach. W rogu pali się ogień w kominku.

Atmosfera inna niż na innych lodowiskach. Człowiek czuje się raczej jak w górach niż w mieście. Może też dlatego, że dojeżdzając do lodowiska jedzie się koło skał. Po drodze mija się też zaprojektowany w nieco alpejskim stylu przez Károlya Kósa piękny dom, niestety w ruinie. Inni są też chyba tu ludzie. Najbardziej widać to po cudzoziemcach: na lodowiskach w centrach handlowych sporo Chińczyków, tutaj ani jednego za to mnóstwo Europejczyków zachodnich.

Już czekam kiedy następnym razem będę mógł tam pójść.