oglądając „Monachium” w Budapeszcie

Parę dni temu poszliśmy obejrzeć "Monachium" Spielberga. Film mi się podobał ale nie o tym chciałbym pisać. Powstało na jego temat mnóstwo recenzji, parę z pewnością przyzwoitych, nie będę konkurował. O jednej rzeczy z pewnością jednak nikt nie napisał: o Budapeszcie w tym filmie.

Miasto moje jest obecnie czymś w rodzaju Mekki filmowców bo można tu raczej niedrogo kręcić filmy. W dodatku stare dzielnice zdolne są z powodzeniem udawać zaskakująco sporą liczbę miast. Na przykład Buenos Aires: Evitę nakrecono właśnie tutaj. Biznes spory i miasto podobno na tym nieźle zarabia.

Dla mieszkańców Budapesztu ta niewątpliwie ceniona przez filmowców okoliczność jest dużo mniej atrakcyjna. Idąc do pracy nie raz jestem zmuszony obchodzić jakieś ulice, co chwila to tu to tam pojawia się zakaz parkowania i miejsce samochodów zajmują autobusy bez okien z nazwiskami mniejszych i większych gwiazd na drzwiach, a chodniki zawalają kable, lampy i tabuny ponurych ochroniarzy ubranych na czarno.

Wątpliwą kompensatą jest zabawa w rozpoznawanie fragmentów miasta w oglądanym właśnie filmie. Wątpliwą bo do kina chodzimy, żeby poddać się iluzji zanurzenia się w innym świecie. Rozpoznanie znajomych miejsc w filmie to tak jak demaskacja wujka pod świętomikołajową brodą z waty: bajka pryska.

Idąc na "Monachium" wiedzieliśmy, że rzecz toczy się głównie w Budapeszcie, rozczarowanie nie było więc tak wielkie. Jak napisałem już, film mi się i tak podobał. Z rozpoznawania Budapesztu zrobiłem sobie raczej zabawę. Podaję rezultaty: większość scen ma miejsce koło opery. Nawet sklep, gdzie spotykają się Avner z Louisem znajduje się naprzeciw jej. Ponadto zdjęcia robiono na uroczym placyku Kemermayer (Avner wsiada do samochodu Louisa) a także niedaleko placu Szabadság, z widocznym w oddali pomnikiem żołnierzy radzieckich (zamach z bombą w telefonie). Tyle Rzym, Paryż i bodajże Genewa. Amsterdam to wybrzeże Római, północny most kolejowy a także most Małgorzaty widziany z dołu z wyspy o tej nazwie. Co do wnętrz nie wypowiadam się, ale możliwe, że niektóre mieszkania czy też klatki schodowe są również tutejsze.

Sam nie wiem, czy te sukcesy aktorskie Budapesztu to powód do dumy czy nie. To takie wtórne, budapesztański pseudobarok w roli baroku włoskiego. Miasto jako atelier fimowe. Chciałoby się wielki film dziejący się tutaj naprawdę a nie tylko tutaj nakręcony.