na łyżwach na jeziorze

W zeszłą niedzielę pojechaliśmy na łyżwy na jezioro Velencei (weneckie w tłumaczeniu, leży koło Velence czyli Wenecji, skąd ta nazwa nie mam pojęcia). Chłopak dostał na urodziny kij do hokeja (ja dostałem – nieco większy – na gwiazdkę) i nie było gdzie go wypróbować bo na lodowiska publiczne nie wolno wnosić przedmiotów. Na jeziorze jest przestrzeni do bólu, nikt niczego nie sprawdza, hajda więc na jezioro!

Jezioro, co wiedzieliśmy, zamarzło. Na miejscu było zimno i wiał silny wiatr, ale i tak na lodzie było pełno. Ludzie jeździli, albo potykali się, w zależności od tego jak kto potrafi, na łyżwach, pędzili ciągnięci przez latawce na długich sznurach, śmigali na deskach do surfingu dostosowanych do lodu przy pomocy stabilizującego ostrza zamocowanego od spodu. Jazgot straszny a przy tym nieco przerażające bo mimo hełmu na głowie aż mdli jak wyobrazić sobie upadek na lód przy tej prędkości.

Przebraliśmy się i dalej na lód. Przez trzydzieści metrów od brzegu lód jest biały i sfałdowany conieco, jest nieciekawie. Ale dalej zaczyna się niemal doskonała czarna, gładka powierzchnia. Odbijamy krążek z bardzo zadowolonym Chłopakiem. Chętnie jeździ sam (zwykle lubi, żeby go ciągnąć), mimo wiatru nie jest nam zimno. Wracamy po prostu stając tyłem do wiatru, który wieje w stronę brzegu, wystarczy poddać mu się, sam nas pcha.

Po łyżwach powrót do domu. Zaczyna podać śnieg i jest szalenie ładnie. Jedziemy teraz boczną drogą przez małe wsie. Zatrzymujemy się na obiad w restauracji Szarkafészek w Biátorbágy. Nieduża, przytulna, można wybrać opcję "jedz ile chcesz" co robimy, jedzenie proste ale dobre. Kelnerzy mili.

Udany dzień, wracamy bardzo zadowoleni.

***

Dzisiaj zadzwoniła koleżanka z informacją, że we wtorek, a więc go dwóch kolejnych mroźnych nocach od niedzieli, jakiś chłopak wpadł pod lód i utopił się w jeziorze Velencei. Jechali przez jezioro we trójkę, w pewnym miejscu lód był cieńszy, dwóch się zatrzymało w porę, on pojechał dalej i lód się pod nim zarwał.

Dziwne uczucie. Nie sądzę, że pojedziemy tym znowu w ten weekend jak planowaliśmy. Aż boli pomyśleć co by było gdyby ktoś z nas wpadł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s