Rudas

Mowa jest o łaźni, nazwę wymawia się "rudasz". Strasznie stara, zbudowało ją w szesnastym wieku (1566) dwóch budańskich paszów, Ali i Sokoli Mustafa. Architektura turecka, dopiero co skończono jej, dość długi, remont (parę zdjęć tu). W weekend poszedłem tam z dwoma serbskimi koleżkami po długim okresie niebytności.


Remont wypadł nieźle. Nieuprzejmą panią z kasy co prawda nie odnowiono w żaden sposób, ale już westybul wygląda bardziej świeżo. Są też, obowiązkowo, bramki z eletronicznym czytnikiem biletów, a przy nich niezbywalny ochroniarz, który przykłada każdemu gościowi bilet to okienka czytnika. Nazywa się automatyzacja. Dodam, że kombinacja czytnik-ochroniarz jest we wszystkich odremontowanych łaźniach w Budapeszcie.

Nie zrażeni ani panią ani ochroniarzem wchodzimy. Przy wejściu dostajemy obowiązujące tutaj fartuszki nieco zasłaniające z przodu za to wogóle z tyłu, w których wszyscy wyglądają jak aktorzy z kiepskiego pornosa, gdzie z powodów oszczędnościowych zatrudniono zamiast aktorek grubawych facetów. Przechodzimy przez nowiutkie przysznice (wylewki lepsze jak ta, którą mamy w domu!) i już jesteśmy w sali z basenami.

Odnowiona. a raczej odrestaurowana, jest ślicznie. Zmian nie widać, nowe są chyba tylko marmury w podłodze. Siedzimy w wodzie przechodząc co jakiś czas z basenu do basenu. Poddajemy się marzeniom: warto byłoby zrobić tutaj kiedyś balangę z DJem. Okazuje się, że jakiś czas temu narzeczony tutaj mieszkającej Francuzki zorganizował jej tu przyjęcie urodzinowe. W jakiś sposób udało mu się namówić Durex na zasponsorowanie party i ku uciesze wszystkich gości wszyscy dostali bezpłatne prezerwatywy. W międzyczasie wchodzimy nieco do sauny (niby 70 stopni ale nie bardzo) oraz do parówki (to jest to!). Po parówce basenik z naprawdę zimną wodą (w ścianie ładnie wyeksponowane za pleksi pozostałości tureckich rur): jeden koleżka wogóle nie wchodzi, drugi owszem a ja decyduję się na wpadnięcie. Wejść nie dałbym rady, ale jeśli wskoczę do wody to nie będę się miał jak wycofać. Robię to po czym brakuje mi tchu. Jeszcze mała rozgrzewka w 42 stopniach po czym już pożegnalny prysznic i wychodzimy. Przy wyjściu kąpielowy podaje nam ciepłe (!) prześcieradła ze specjalnie podgrzewanej półki z cegieł.

Po łaźni maszerujemy się czegoś napić. Trafiamy do małej restauracji w Tabánie. Serbscy koleżkowie wyjaśniają mi, że kiedyś była to dzielnica zamieszkała przez Serbów (wiem), mieszkał tu nawet sam Vuk Karadzić. Są wyraźnie dumni.


***

O mało co bym zapomniał: po raz pierwszy w historii Rudas jest obecnie dostępny dla kobiet! Wyłącznie dla nich zarezerwowane jest wtorek przedpołunie oraz czwartek popołudniu, ponadto piątki i soboty od 10tej wieczorem do czwartej nad ranem (!) Rudas jest otwarty dla zarówno kobiet jak i mężczyzn. Podobno jednak nie nosi się wówczas wspomnianych fartuszków ale pełne stroje kąpielowe …