trup choinki

Brrrrr. Nie lubię. Bardzo. A mianowicie wyrzucania choinki.

Scena jak w Długu. Po tygodniu
tortur, szyderczenie przebierania w świecidełka, dręczenia gorącem oraz
niewystarczającą ilością wody choinka ma dość. Teraz trzeba tylko
wyrzucić zwłoki. Przedtem jednak piłą obciąć sterczące kończyny albo
związać je jakoś, żeby całość nadawała się do w miarę dyskretnego
wyniesienia z mieszkania. Ręce lepkie od posoki, dłonie bolą od piły.
Wiadomo, brudna robota dla mężczyzny. Potem trzeba jeszcze w
nierzucający się sposób wynieść z domu i podrzucić gdzieś na ulicy.
Trupa znajdą bezdomni ubrani w pomarańczowe kamizelki ze służb
sprzątających miasto. Znajdą ale nie zawiadomią nikogo, najwyżej zaklną
"o, jeszcze jedna!" i zatargają gdzieś, skąd śmieciarka zabierze go na wysypisko śmieci. Ponure miasto zawalone zwłokami choinek.

Siła tradycji, która karze ten rytuał powtarzać każdego roku.