groby, śmierć i inne zabawy językowe

Każdego, kto tylko choć raz był zagranicą z pewnością rozbawiły słowa w miejscowym języku posiadające zupełnie inne, zwykle mniej lub bardziej obsceniczne znaczenie w polskim. Weźmy takie kosmetyki Pupa. Albo, w kontekście węgierskim, zawody o puchar – czyli kupę, i tak zawody o puchar UEFA stają się UEFA kupa. Mało się o tym mówi, śmieje się raczej po cichu, ale fenomen istnieje.

Mnie ostatnio rozbawiły dwa raczej tanatologiczne słowa o podwójnym znaczeniu. Pierwsze to groby. Po węgiersku to nazwa internetowego supermarketu z dostawami do domu. Widuję więc pędzące to tu to tam po mieście wesołe furgony z napisem GROBY, w skrzynce na listy znajduję katalog z tym tytułem opatrzony kartonikami z sokami na okładce.

Chodzi, rzecz jasna, o firmę G’Roby, czyli po polsku Robiego G, bo w
węgierskim najpierw podaje się nazwisko a potem imię. Ciekawe czy
wiedzą z czym się kojarzy ich nazwa klientom znającym polski.

O drugim słowie opowiedziała mi Sliwka. Istnieje na Węgrzech czasopismo Műértő, co oznacza, dosłownie, znawca sztuki. Jak łatwo zauważyć, po odrzuceniu akcentów pozostaje muerto, czyli po hiszpańsku śmierć. Elegancko wydawany magazyn jest podobno szalenie popularny wśród turystów z Hiszpanii.

Mam nadzieję, że nie przywyknę i że nie przestaną spostrzegać tych tak niezwykle bogatych w znaczenia słów – i że nie przestaną mnie one bawić.