madamki

Kiedy wspominam pani Krystynie (babysitterka Chłopaka), że byłem w Stambule, rozmarza się. Duże tam kiedyś jeździła z koleżankami, na handel. Miały znajomych hotelarzy, którzy nawet czekali już na nie na lotnisku, żeby tylko nie stracić klienta. Łaźnia? Tu zaczyna się śmiać. Chodziły tam te madamki, chodziły, codziennie! Faceci je masowali, podobało im się.

rozmowa w parku

Drugie urodziny małej Sary w ramach naszego klubu dziecięcego (babaklub) miały miejsce, jak wiele urodzin wypadających w lecie lub kiedy jest jeszcze ciepło jesienią czy wiosną, w parku świętego Stefana (Szent Istán park). Pogoda piękna, koce na trawie, na stole napoje i masa pogácsy (nieduże, słone ciasteczka, bardzo popularne), a magnetofonu gra muzyka. Dzieci biegają, idylla. Podchodzi do nas staruszka siedząca już dłuższy czas na ławce nieopodal. Pyta, czy “tam” (pokazuje) jest też wyjście z parku. Zdaje się jednak, że po prostu nas testowała, bo po potwierdzającej odpowiedzi zabiera się do naprawdę interesujących ją pytań. Zwraca się do Adela, ojca Sary, który jest Marokańczykiem:

-Czy jesteś Węgrem? (z jakiś powodów na Węgrzech uważa się, że do cudzoziemców, nawet zupełnie nieznajomych, można się zwracać na “ty”)

-Nie – odpowiada Adel.

-A co tu się odbywa?

-Urodziny – wyjaśniamy.

-A macie pozwolenie? pyta, ale zaraz sama sobie odpowiada: Teraz w EU to wszystko wolno – rzuca z niejaką odrazą.

I dalej do Adela

-Jesteś Murzynem? na co on:
-Tak.
Tu staruszka widocznie sie ożywia.

-Pierwszy raz widziałam Murzyna jak miałam 16 lat. Jezu, jak się przestraszyłam! Rozumiesz, pierwszy raz go widziałam, nie wiedziałam co to takiego!

Kiwamy ze zrozumieniem głowami i wyjaśniamy staruszce, że teraz odbędzie się wręczanie prezentu, więc musimy ją opuścić.