pod ambasadą brytyjską

Poszliśmy z Chłopakiem zapalić świeczki pod ambasadą bytyjską. W Londynie mieszkaliśmy przez rok, do dziś mam tam ładnych parę kolegów, pracuję też z ludźmi stamtąd, chciałem więc jakoś pokazać, że obchodzi mnie co tam się dzieje. Pod ambasadą o wpół do siódmej wieczorem nie było żadnych świeczek ani kwiatów, najwyraźniej byliśmy pierwsi. Kiedy zapalałem świeczki podszedł do nas policjant sprawdzić co robimy. Nic nie powiedzia, może dlatego, że rozmawialiśmy po polsku. Próbowałem akurat wyjaśnić Chłopakowi, że jeśli ktoś zginął to nie jest to to samo co zaginięcie.