rozmowa w parku

Drugie urodziny małej Sary w ramach naszego klubu dziecięcego (babaklub) miały miejsce, jak wiele urodzin wypadających w lecie lub kiedy jest jeszcze ciepło jesienią czy wiosną, w parku świętego Stefana (Szent Istán park). Pogoda piękna, koce na trawie, na stole napoje i masa pogácsy (nieduże, słone ciasteczka, bardzo popularne), a magnetofonu gra muzyka. Dzieci biegają, idylla. Podchodzi do nas staruszka siedząca już dłuższy czas na ławce nieopodal. Pyta, czy “tam” (pokazuje) jest też wyjście z parku. Zdaje się jednak, że po prostu nas testowała, bo po potwierdzającej odpowiedzi zabiera się do naprawdę interesujących ją pytań. Zwraca się do Adela, ojca Sary, który jest Marokańczykiem:

-Czy jesteś Węgrem? (z jakiś powodów na Węgrzech uważa się, że do cudzoziemców, nawet zupełnie nieznajomych, można się zwracać na “ty”)

-Nie – odpowiada Adel.

-A co tu się odbywa?

-Urodziny – wyjaśniamy.

-A macie pozwolenie? pyta, ale zaraz sama sobie odpowiada: Teraz w EU to wszystko wolno – rzuca z niejaką odrazą.

I dalej do Adela

-Jesteś Murzynem? na co on:
-Tak.
Tu staruszka widocznie sie ożywia.

-Pierwszy raz widziałam Murzyna jak miałam 16 lat. Jezu, jak się przestraszyłam! Rozumiesz, pierwszy raz go widziałam, nie wiedziałam co to takiego!

Kiwamy ze zrozumieniem głowami i wyjaśniamy staruszce, że teraz odbędzie się wręczanie prezentu, więc musimy ją opuścić.