na piwie z premierem

Jakiś tydzień temu po koncercie Madredeus w cudownej sali koncertowej nowootwartego Pałacu Sztuki idziemy jeszcze ze Śliwką do Kuplungu spotkać się ze znajomymi, którzy zapowiedzieli, że będą tam. Przed wejściem zamiast zwykłych paru wchodzących i wychodzących ludzi oraz sennego bramkarza podekscytowany tłumek. W nerwowych roymowach słychać słowo “razzia”. Okazuje się, że panikę wywołali policjanci zamykając dopiero co wejście. Chwilę później wyjaśnia się jednak, że nie szukali marihuany ale sprawdzali teren przed przybyciem premiera (Ferenc Gyurcsány). Ten pojawił się w towarzystwie dwóch doradców oraz fotografa po czym zabrał się za picie piwa przy barze. Po początkowym zamieszaniu wszyscy przestali zwracać na nich uwagę. Kiedy weszliśmy premier i ci, którzy z nim przyszli nie odbijali się już za bardzo od otoczenia. Irytował jedynie obskakujący ich fotograf, utrudniał dostęp do baru, ochroniarze wtopili się zgrabnie w tłum.

Nie wiem sam co tam robił. Czy to taki pokaz dla mediów, czy też po prostu miał ochotę. Jest to dość "młodzieżowy" premier: zaczynał jako działacz KISZ-u (tutejszy ZSMP tyle, że quasi przymusowy), do polityki wrócił jako minister ds. młodzieży, a i teraz jest dość młodym premierem jeśli chodzi o wiek, może więc po prostu kultywował swój image?

w Polsce

Spędziłem właśnie tydzień w Polsce (stąd zresztą kolejne zachwianie regularności zapisów blogowych, nie bardzo było skąd pisać). Dwie rzeczy do zanotowania.

  • Zdrobnienia: herbatka, kawka, szyneczka, serek, obiadek, pieniążki, schabik, itd. Fascynujące, upupianie, infantylizycja języka. Obraza w biały dzień.
  • Tina z załączona płytą z “dwunastoma najpiękniejszymi kazaniami papieża”. Nie wiem sam co powiedzieć.