szwagrowie

W piatek pojechalismy do Wiednia, wrocilismy w niedziele. Ja sluzbowo na jakies spotkania w piatek oraz w sobote, Sliwka kupic pare rzeczy dla Chlopaka i zobaczyc sie z ciotka, a Chlopak bo z nami a ponadto obiecalismy mu jazde minibusem w jedna strone a spowrotem takim autobusem, w ktorym jest ubikacja. Bardzo byl przejety, wszystkim opowiadal o tym.

Przy kolacji Edith, kolezanka z pracy, rzucila, ze choc Wieden i Budapeszt sa tak blisko (trzy godziny autostrada) to jakze sa rozne. Nieco mnie zatkalo, bo dla mnie te miasta sa jakze podobne. Nigdy sie specjalnie tym nie zajmowalem ale tak czy owak coraz to spostrzegam kolejna rzecz, ktora je laczy. Wyliczam pare przykladow.

  • Numeracja dzielnic. Czterocyfrowe kody pocztowe zawieraja w sobie (dwie srodkowe cyfry) numer danej dzielnicy. Wazne, bo ulica takiego na przyklad Kossutha moze byc w kilku dzielnicach i do trafienia pod jakis adres znajomosc dzielnicy jest niezbedna
  • W Wiedniu jest Ring a w Budapeszcie körút, chodzi o to samo: obwodnice wokol srodmiescia.
  • Jak budowano synagoge w Budapeszcie to zbudowano ja tak, zeby byla troszke wieksza od wiedenskiej. Wieden jako punkt odniesienia dla Budapesztu
  • serdelki to debreceni w Budapeszcie (na Wegrzech), a debreziner we Wiedniu (w Austrii), a kajzerki to császár zsemle na Wegrzech nazwane tak na czesc owczesnego najjasniejszego pana
  • i tak dalej

Tradycje monarchii austriacko-wegierskiej czuje sie do dzisiaj. Na Austriakow mowi sie tutaj szwagrowie i brzmi to mniej sztucznie niz nieszczesne bratanki w polskiej prasie. Dla Wegrow Austria, a ogolniej mowiac obszar niemieckojezyczny, to brama na zachod. Brama ta w dodatku jest dosc waska zwazywszy na to jacy sa pozostali sasiedzi Wegier, dla porzadku wyliczam: Slowacja, Ukraina, Rumunia, Serbia, Chorwacja, Slowenia no i wlasnie Austria. Jeszcze pare lat temu Wegry jako czlonek NATO nie graniczyly z zadnym innym czlonkiem sojuszu. Austriactwo (wiem, ze nie mozna tak powiedziec, ale ladnie to brzmi)/niemieckosc sa wiec tu niejako synonimem kultury i zachodniosci. Jezyk pelen jest niemieckich slow oraz, co dla mnie ciekawsze, wyrazen bedacych kalka wyrazen niemieckich. Pamietam jeszcze kiedy zaraz po przybyciu na Wegry wlaczylem telewizor a tam serial niemiecki. Oniemialem. Polska moze byc sasiadem Niemiec no ale niemieckich seriali to nie bardzo sobie przypominam a tu – zupelnie normalna rzecz.

Co jeszcze? W Wiedniu znow uderzyl mnie, zeby sie obrazowo wyrazic, trupi zapach. Tego miasta nie ma, ono juz bylo. Nigdy nie zauwazylem niczego co by sie tam dzialo, sama historia. Nawet ulice sa puste, wlacznie z wieczorami weekendowymi, nie wiem gdzie sie podziewaja ludzie, ktorzy tam mieszkaja. Najciekawsza w Wiedniu jest przeszlosc, czyli zabytki, muzea oraz wystawy. Zeby nie konczyc tak negatywnie, dodam, ze bylismy na przepieknej wystawie Mondriana we Albertinie. Obejmuje cala jego tworczosc ale nie dobija iloscia obrazow, elegancko przeprowadza przez wszystkie okresy. Pierwszy raz w zyciu wypozyczylem sobie elektroniczny przewodnik w ksztalcie przerosnietej komorki. Po nacisnieciu odpowiedniego numeru opowiada krotko o wybranych obrazach zachwycajac mnie tym ile i jakich to rzeczy mozna znalezc w danej pracy. Pycha, dodam tylko, ze dwa pietra wyzej jest wystawa malarstwa Chagalla o tematyce biblijnej …

pasja wedlug sw. Jana na Akademii Muzycznej

W zeszla niedziele poszlismy na koncert orkiesty barokowej Orfeo (graja na orginalnych instrumentach) z chorem Purcella. I jedno i drugie male – tenorow bylo raptem szesciu – ale znakomite, zwlaszcza chor. Solisci tez swietni, poza kobietami. Alt kolebal sie, zarzucal na zakretach i z lekka nie nadazal. Sopran dzwieczny, perlisty, ale jego posiadacznka spiewala z buzia w ciup i regularnie lykala spolgloski. Ewangelista przykuwajacy uwage przez caly czas, Jezus powazny i rzeczowy, bas i tenor bardziej niz rzetelni. Jeden z basow w chorze spiewa bez patrzenia w partyture, wiolonczelista solista gra z zamknietymi oczyma, czuje sie, ze nie jest to dla nich rutynowy koncert.

Przy okazji uswiadomilem sobie, ze pasje Bacha to muzyka programowa. Kiedy swiety Piotr zaplakal po wyparciu sie Jezusa Ewangelista wyspiewal ten placz az sie czulo na plecach. Podobnie fragment opowiadajacy o smierci Jezusa konczy sie urywajacym sie dzwiekiem granym na fisharmonii, co jak muzyke jest w miare doslownym opisem umierania.

Jak zawsze na Akademii Muzycznej czy w teatrze z ciekawoscia ogladalem sobie publicznosc. Polowa nic takiego ale druga polowa wyglada jak statysci z filmu o latach osiemdziesiatych. Niemodne garnitury, ciezkawo wieczorowe kobiety, niezdarne nastolatki w niedopasowanych garniturach, grzeczne panienki w bialych bluzkach z kolnierzem. Niedobitki zdeklasowanej inteligencji w widoczny sposob nie mogacej sobie pozwolic na nieco bardziej wspolczesny wyglad ale w nadal ciagnacej do kultury wysokiej. Nigdzie indziej ich nie widac, jakos sie ciesze, ze sa.

polskie przedszkole Chlopaka

Co sobote jest w Stowarzyszeniu Bema przedszkole polskie. Polega to na tym, ze mozna przyprowadzic dziecko gdzie przez jakies trzy godziny bedzie sie ono bawilo z innymi dziecmi po polsku. Jest polska przedszkolanka, rodzice sie czasem wlaczaja, robia tez jedzenie dla dzieci. Same dzieci zwykle mowia po polsku nie najlepiej tak, ze milo bylem zdziwiony poziomem polskiego Chlopaka, ktory bedac prawie najmniejszy klopotow jezykowych nie ma wcale.

Nie przepadam za stowarzyszeniami polonijnymi. Przegladam ukazujaca sie prase polonijna i staram sie wiedziec co sie dzieje, ale malo mnie pociaga nieustanne obchodzenie rocznic, msze oraz celebrowanie bigosu. Nie czuje sie czlonkiem polonii ale raczej Polakiem na Wegrzech, co stanowi dla mnie spora roznice.

Do przedszkola chodzimy z dwoch powodow. Po pierwsze Chlopaka namowila na przedszkole pani Katarzyna, ktora go przyprowadza z przedszkola (wegierskiego). Pani Katarzyna jest Polka i aktywnie sie udziela w Bemie. Napisze jeszcze kiedys o niej, jest dosc niesamowita. Tak wiec Chlopak nabral ochoty. Po drugie, ciagle a to w ksiazce a to na kasecie co rusz sie napotykamy na Starego niedzwiedzia albo zabawe a berka czy tez ciuciubabke no i jak mam sam zademonstrowac Chlopakowi jak sie w to bawic? Chodzimy wiec jak jestesmy akurat wolni, i tak mnie ta nauka polskiego spowrotem ciagnie do Polakow.

katowanie Wajda

Nasz tutejszy Instytut Polski organizuje Polski Tydzien na Uniwersytecie Srodkowoeuropejskim. Prawie sie ciesze. Prawie, bo znowu katowac beda publicznosc Wajda i innymi skarbami kultury polskiej. Bedzie Czlowiek z marmuru, bedzie Przypadek Kieslowskiego. Dobre filmy, tylko ile razy mozna znow sprowadzac kulture polska wlasnie do Wajdy, Kieslowskiego czy tez plakatu polskiego (nader czesto gosci w Instytucie, zawsze przy tym jest to zloty okres lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych)? Wajde i Kieslowskiego znaja tu swietnie, Wegrzy ogolnie bardzo interesuja sie kultura polska, czy naprawde tak malo sie w Polsce wydarzylo od Czlowieka z marmuru, ze nie ma niczego innego do pokazywania? Prawda, ze w ramach tygodnia bedzie rowniez Edi jak i Katedra, ale ten niesmiertelny Wajda w programie to jednak dla mnie przyklad impotencji ekspertow od promocji kultury polskiej.

Zeby byc moze bardziej konstruktywnym wyliczylbym moze co, przy moim dosc ograniczonym obecnie dostepie do kultury polskiej, uwazam, ze warto byloby pokazac. Po pierwsze, komiks artystyczny, rzeczy jak Achtung Zelig czy tez Mikropolis (przy okazji dzieki dla kolegow, ktorzy pomysleli o mnie i mi te i inne komiksy sprezentowali!) Dalej Swietliki. Marzy mi ich koncert z tlumaczeniami tekstow rzucanymi na tlo tak, zeby publicznosc mogla je rozumiec. Instytut moglby zorganizowac tlumaczenie tekstow jako odrebny projekt artystyczny moze razem z wydzialem polonistyki na tutejszym uniwersytecie. Albo tez, wykorzystujac, ze Polska to jedna ze swiatowych poteg blogowych (tak!) zrobic wirtualny projekt prezentujacy pare najlepszych blogow z tej okazji z tlumaczeniami najlepszych wpisow albo po prostu tlumaczeniami przez jakis czas (tydzien-dwa) wszystkiego jak leci w tym takze na polski komentarzy wegierskich czytelnikow?

ksieza agenci na Wegrzech

Jest taki dowcip, dziewczynka pyta mamy: Mamo, czy to prawda, ze ksieza
nie robia siusiu? Jej mama mowi: Robia, robia, ale rzadziej jak inni
ludzie. Cos sie powoli okazuje, ze ksieza jednak siusiu robia podobnie
jak inni ludzie, ale trudno im sie do tego przyznac. Po ostatniej fali
roznych list agentow, ktore pojawily sie na Wegrzech i na ktorych
niejednokrotnie znalezc mozna bylo nazwiska ksiezy i biskupow, koscioly
zaczynaja zajmowac stanowiska w tej sprawie. Kosciol ewangelicki
wyrazil skruche i przeprosil ofiary dzialalnosci pastorow-agentow.
Powolal tez komisje do zbadania tego w jaki sposob kosciol ten jest
sprawa agentow dotkniety. Kosciol katolicki dla odmiany zdaje sie uwazac, ze
dolegliwosci zwiazane z pecherzem moczowym dotycza pojedynczych
zaledwie ksiezy i nie sa warte zachodu. Poza sluszna uwaga, ze przede
wszystkim sa winni ci, ktorzy system tajnej policji i jej agentury
stworzyli, biskupi wybaczyli wszystkim agentom w kosciele, stwierdzili,
ze wogole wszystkim agentom nalezy sie wybaczenie a ich oswiadczenie sprawe zamyka, moczowodami wiecej sie zajmowac nie beda.

Podobnie jak w przypadku biskupa Petza dla kosciola problemem byc zdaja sie wylacznie moralne rozterki winnych oraz, a moze przede wszystkim, "dobre imie kosciola", pokrzywdzonymi nikt sie nie przejmuje. Ciekaw jestem na ile takie stanowisko bedzie powtorzone w Polsce.

wyzwolenie czy okupacja?

Jak wszedzie tak i na Wegrzech odbywa sie debata czy nadejscie Armii Czerwonej oznaczalo wyzwolenie czy tez okupacje. Premier oswiadczyl autorytatywnie, ze teza o wyzwoleniu jest poza wszelka dyskusja. Rzecz jasna, nie wszystkich to przekonuje. Przypomina sie malenkuju rabotu na Syberii, na ktora trafilo cos ze 170 tysiecy Wegrow, wiekszosc nie wrocila. Mowi sie o masowych gwaltach na kobietach. Rozpamietuje sie rabunki. Nie sa to dla wielu ludzi fakty czysto abstrakcyjne: dziadka Sliwki tak pobili zolnierze sowieccy szukajacy wina, ze w wyniku tego zmarl.

Mimo tego, ze dyskusja ta ma miejsce we wszystkich krajach Europy Wschodniej wszedzie ma nieco inny kontekst. Polska byla na przyklad oficjalnie sojusznikiem zblizajacej sie armii, kraje baltyckie mialy swiezo w pamieci podboj 1940 roku i nastepujacy po nim terror, Wegry natomiast byly panstwem znajdujacym sie z stanie wojny z ZSRR i to w dodatku wojny, w ktorej byly strona ja wypowiadajaca a potem atakujaca. Zeby jednak sytuacja byla bardziej skomplikowana, Wegry zostaly zajete przez armie niemiecka w marcu 1944 roku. Zajete a nie podbite: wkraczajace oddzialy niemieckie nie napotkaly oporu, a armia wegierska do konca walczyla wspolnie z Niemcami przeciwko nacierajacej Armii Czerwonej. Pod panowaniem niemieckim wywieziono prawie wszystkich Zydow do Oswiecimia, wladze przejela partia strzalokrzyzowcow bedaca lokalnym wariantem partii nazistowskiej, przeciwnikow politycznych nowego rzadu oraz oponentow wspolpracy z Niemcami krwawo przesladowano.

Na Wegrzech jednak o tym woli sie nie pamietac. Najchetniej w dodatku spycha sie wszystko na komunizm: ofiary malenkiej raboty, a jest to termin, ktorego mimo zerowej w zasadzie znajomosci rosyjskiego na Wegrzech nie trzeba tutaj tlumaczyc, to tez ofiary komunizmu. Tak jakby przedtem nie bylo wojny, tak jakby armia wegierska nigdy nie pojawila sie na terytorium ZSRR. Nie daje to wszystko rzecz jasna Armii Czerwonej jakiejkolwiek legitymacji do jej takiego a nie innego zachowania, ale tez nie powinno byc zapominane.

Wszystko mi to przyszlo do glowy gdy kiedys rozmawialem z Andrejem. Opowiedzial mi wtedy dosc niesamowita historie w wojny. Jego dziadek i krewni mieszkali w stanicy Wierchneczirskaja polozonej niedaleko Donu na terenach okupowanych wowczas przez oddzialy wegierskie. Trzeba wiedziec, dodal Andrej, ze istnialy trzy warianty sytuacji. Pierwszy to tereny okupowane przez oddzialy niemieckie. Ludnosci musiala ustapic najlepszych domow zolnierzom, karmic ich i wykonywac rozne prace dla wojska, ale generalnie sytuacja byla do przyjecia, przynajmniej w porownaniu z pozostalymi wariantami. W wariancie drugim tereny znajdowaly pod zarzadem administracji niemieckiej bez obecnosci SS. W wariancie trzecim, najgorszym, jak mi powiedzial Andrej, terenem zarzadzal garnizon wojsk przyslanych przez sojusznikow Niemiec, glownie Wegrow albo Rumunow. Zolnierze oddawali sie gwaltom, wielokrotnym rabunkom, ponizaniem ludnosci.

Dziadek Andreja mial wtedy 11 lat. Mieszkal tam z trzema bracmi w wieku lat od czternastu wzwyz oraz trzema wujkami. Zaden z nich nie bral udzialu w ruchu oporu. Okolica wogole byla spokojna ze wzgledu na duza koncentracje wojsk niemieckich i sojuszniczych. Pewnego razu wszystkich mezczyzn w wieku ponad czternastu lat wezwano do pracy na stacji kolejowej. Zaden z nich nie wrocil. Jak mowiono we wsi, zabito ich zeby zwiekszyc bezpieczenstwo garnizonu.

Gdy juz wioske wyzwolila Armia Czerwona przyjechal tam inny z wujow dziadka Andreja. Byl oficerem – chirurgiem polowym – w oddziale medycznych. Natknal sie na paru Wegrow z oddzialu, ktory tam stacjonowal. Podali mu nazwisko oficera, ktory dowodzil egzekucja. Powiedzieli mu tez jak sie nazywala wioska pod Budapesztem, z ktorej pochodzil. Kiedy wuj dziadka Andreja dostal sie wraz z frontem na Wegry probowal go tam znalezc, ale mu sie to nie udalo. Na Wegrzech w 1945 przebywal tez inny krewny Andreja i tez szukal tego oficera, nigdy jednal nie powiedzial nikomu, czy udalo mu sie go znalezc.

Andrej powiedzial mi, ze gdy wybieral sie do Budapesztu na konferencje w latach dziewiecdziesiatych, czyli jakies piecdziesiat lat po wojnie, wscieklosc jego dziadka oraz sasiadow na Wegrow byla wciaz jeszcze swieza.

Z czasow wojny zachowaly sie powiedzonka obrazujace roznice miedzy Niemcami a Wegrami z punktu widzenia miejscowych: "z esesiwciamy domowolys, ta Madziary porizaly" (dogadali sie z SS, ale zabili ich Wegrzy) oraz "Nimciw witaly, ta Madziary zajebaly" (witali Niemcow, a Wegrzy ich zajebali).

Dwie rzeczy przychodza mi do glowy. Pierwsza to, jak juz pisalem, ze byla to wojna i nie mozna wybierac sobie z niej wygodnych dla siebie kawalkow do narodowego rozpamietywania. A druga to, ze mimo, ze wojna miala miejsce miedzy panstwami/narodami to jednak niekiedy uzyskiwala jednostkowy wymiar gdy bioracy w niej nie mogli sie skryc za anonimowymi mundurami armii panstwa, ktore je na te wojne wyslala, ale musieli odpowiadac osobiscie za swoje czyny. Jaka niesamowita ksiazke albo film mozna by zrobic na podstawie tej historii….

przesladowani bloggerzy w Iranie

Bloggerzy nie maja latwego zycia w paru miejscach na swiecie, Iran jest jednym z nich. To, co dla masy ludzi, mnie na przyklad, moze byc swietna zabawa dla niektorych moze byc powodem przesladowan. Zachecam do podpisywania petycji w obronie uwiezionych bloggerow iranskich Mojtaby Saminejada oraz Arasha Sigarchi. Wiecej sie mozna dowiedziec o nich oraz o kampanii majacej na celu ich uwolnienie na blogu PLaNeTA_tErrA. Sama petycje mozna przeczytac klikajac na logo kampanii:

Kiedys ludzie protestowali przeciwko przesladowaniom w Polsce, teraz cos mozemy zrobic my.