historia i Wielkanoc

Wczoraj przyjechali rodzice Śliwki. Obiad, trochę tokaju (stamtąd pochodzą), zaczęliśmy gadać i ojciec Śliwki opowiedział historię, która mimo, że sama w sobie nie jest niczym szczególnie dramatycznym, na mnie jednak zrobiła wrażenie.

W 1956 dał się wybrać, jak to określił, do rady robotniczej we wsi, w której wówczas mieszkali. Uważał, że powinien to zrobić w celu zapewnienia porządku. Był wówczas dyrektorem szkoły z internatem, więc w naturalny sposób wypełniał rolę miejscowego autorytetu. W zasadzie nie zrobił niczego poza tym i po upadku powstania nie dosięgły go natychmiastowe represje typu aresztowanie czy proces. Popadł jednak w izolację i mimo tego, że był dyrektorem szkoły, nikt z władz się z nim nie kontaktował, co z racji łączącej się z tym wówczas niepewności nie było zbyt miłe. Stan ten trwał aż do roku 1958, kiedy na jakimś przyjęciu jeden z miejscowych oficjeli powiedział mu, "Towarzyszu, wasza sprawa została już zamknięta. Radziecki sąd wojskowy zadecydował, że możecie pozostać na stanowisku, tyle tylko, że, pamiętajcie, poza naszym wojewódzctwem nigdy już nie będziecie mogli zająć żadnego kierowniczego stanowiska". Ojciec Śliwki nie bardzo się tym przejął, bo jakże to tak, takiej kary przecież nigdzie nie ma. Kiedy jednak później przenieśli się gdzie indziej i miejscowy notabl dwa razy zatrzymywał go na ulicy, żeby mu powiedzieć, że tutaj nie dostanie kierowniczego stanowiska, zrozumiał, że mu wtedy prawdę powiedzieli. I tak też było aż do końca socjalizmu, czyli tutaj 1990 roku: sąd, o którym nie wiedział i którego nie widział, wyrok, którego nie ma w żadnym kodeksie ważny bezterminowo.

Zapisuję tę historyjkę, żeby nie zapomnieć. Brzmi to trywialnie, ale mnie samemu czasami już nie chcę wierzyć w rzeczy, które przecież sam pamiętam. To zbyt absurdalne, zbyt straszne, zbyt bezsensowne, żeby się mogło przytrafić naprawdę. Poza tym zbieram takie historyjki na wypadek znowu spotkania jakiegoś obrońcy byłego systemu, według którego wszystko było ok, budowały się fabryki a ludzie mieli pracę. Moim rodzicom też tak po cichu co chwilę łamano życie, nie chciałbym o tym zapomnieć.