Kuplung otwarty!

Kuplung to po węgiersku sprzęgło, mnie jednak chodzi o nową knajpę otwartą, jak latwo zgadnąć, w byłym warsztacie samochodowym w naszej dzielnicy. Jak to zwykle w takich wypadkach tutaj bywa zero reklamy a jednocześnie "wszyscy" natychmiast wiedzą, i mimo tego, że miejsce dopiero co otwarto już jest całkowicie pełne.

Zastanawiam się od kiedy tak to jest. Pierwszym takim miejscem był chyba Sziksztuszi kápolna czyli Kaplica sykstyńska prowadzona przez Holendra Hansa i jeszcze jednego, bliżej mi nie znanej narodowości, kolesia. Zajęli jakieś biuro w bocznej ulicy, powiesili stare plakaty, zdobyli gdzieś meble na emeryturze, zapewnili dobrą muzykę i w efekcie, mimo, ża nawet szyldu nie było a knajpka nie pojawiała się w informatorze kulturalnym, miejsce było zawsze pełne. Ustanowili tym trend z dwoma elementami składowymi: lekka tajemniczość oraz estetyka rupieci.

Następne ich miejsce było rozwinięciem tej tendencji. Nazwano je Pótkulcs, czyli Zapasowy klucz. Pomysł był taki, żeby każdy z regularnych gości miał swój klucz. Nic z tego nie wyszło, ale nazwa została. Wchodzi się tam do dzisiaj przez niczym nie wyróżniającą się furtkę, żeby tam trafić trzeba być "wtajemniczonym". Do miejsca mam sentyment, bo urządziłem tam kiedyś przyjęcie na cześć Śliwki jako przyszłej matki.

Kontynuacją były ogródki letnie urządzane już od jakiś dwóch lat w budynkach przeznaczonych do rozbiórki. Jakże dogodnie dla mnie, w zasadzie wszystkie mieszczą się przy tym w mojej dzielnicy! Ogródki mają typowo pult z deski, stoliki i krzesła o wyglądzie przywołującym na myśl dom kultury z lat 80-tych, plus niechlujnie wykonane elementy ozdobne. Wejście rzecz jasna niczym nie oznaczone choć trafić łatwo: jeśli wiadomo w jakiej okolicy należy szukać należy po prostu patrzeć, w którą stronę zmierzają grupy młodych ludzi o określonym wyglądzie a potem znaleźć bramę, przed którą nudzi się na za małym krzesełku szkolnym spasiony brysio, to będzie właśnie tu. Wszystko to składa się w niepowtarzalną całość, która najwyraźniej zupełnie zaczarowała niedyskotekową część młodego pokolenia budapesztańczyków oraz przyjezdnych. Dodam tylko, że popyt zdaje się nie mieć dna. W zeszłym roku w odległości pięciu minut od mojego domu było coś z sześć takich miejsc i pomimo tego nigdy w żadnym z nich nie można było łatwo znaleźć wolnego krzesła.

Geografia tych niechlujnych knajpek jest zmienna a one same efemeryczne. Samo zjawisko jest tu już od paru lat choć jego poszczególne emanacje trwają zwykle nie dłużej niż rok-dwa, a najczęściej tylko jeden sezon. Cieszę się nimi i ciągnę tam wszystkich gości, wiem, że niedługo może się to wszystko skończyć.

A wracając do Kuplunga to dom, w którym się mieści wygląda tak:


Jak łatwo-niełatwo zgadnąć, wejście to ta zamknięta (za dnia) brama a nie Söröző, czyli piwiarnia. Wieczorem wszystko jest otwarte, wchodzi się w bramę. Nadal żadnego napisu.


Ale nic, idzie się dalej aż do oświetlonych drzwi.


Wnętrze wygląda tak (pod sufitem niechlujne ale ciekawe abażury):



Stół do piłkarzyków jest w każdej knajpie. Jak się chce zagrać wystarczy popytać ludzi kręcących się koło niego, zawsze znajdą się chętni zawodowcy bez funduszy gotowi zniszczyć przeciwnika w mistrzowski sposób w przeciągu pięciu minut, tak się przynajmniej zazwyczaj ze mną dzieje.


Przy wyjściu napis: Prosimy o ciszę – ułaskawianie sąsiadów jest przedmiotem nieustannych wysiłków właścicieli niechlujnych knajpek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s