śmingus-dyngus i moje rozterki wychowawcze

W przedszkolu Chłopaka wywieszona karta, że chłopcy mają jutro przynieść wodę kolońską a dziewczynki czerwone jajka czekoladowe. Wiadomo o co chodzi: będzie węgierski śmingus-dyngus. Tu wygląda on tak: chłopiec podchodzi do dziewczyny, mówi wierszyk, w którym jest na ogół coś o schnących kwiatkach oraz pytanie, czy wolno rzeczonego kwiatka podlać, na co dziewczynka, że owszem, po czym następuje skropienie wodą kolońską, za co chłopiec otrzymuje jajka czekoladowe. Etnograf bez trudu rozpozna w obrzędzie elementy ludowe: wodę zastąpioną wodą kolońską, skropienie zamiast polania, jajko symbolizujące jajko od kury. Taka drobnomieszczańska wersja pradawnego rytuału.

Skąd więc moje rozterki? Powodów jest dwa. Po pierwsze irytuje mnie seksistowski podtekst obrzędu. Dziewczynka poddaje się jemu pasywnie a w dodatku jeszcze płaci za to jajkami. Co więcej, jak nie przyjdą jej polać to wstyd! W Polsce generalnie też polewa się dziewczyny ale nie ma tej podległości i ponadto można oddać. Po drugie, woda kolońska, której się do polewania używa to specjalnie na tą okazję robiony płyn o okropnym zapachu, naprawdę śmierdzi. Można sobie wyobrazić jak się pachnie po całym dniu polewania. śliwka nienawidzi tego zwyczaju, gotowa jest bić (dosłownie!) nieświadomych tego polewaczy.

No i co tu robić? Pewno nic, sprawa nie jest aż tak dramatyczna, ale mam przedsmak już moich przyszłych rozterek związanych z systemem edukacyjno-szkolnym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s