śmingus-dyngus i moje rozterki wychowawcze

W przedszkolu Chłopaka wywieszona karta, że chłopcy mają jutro przynieść wodę kolońską a dziewczynki czerwone jajka czekoladowe. Wiadomo o co chodzi: będzie węgierski śmingus-dyngus. Tu wygląda on tak: chłopiec podchodzi do dziewczyny, mówi wierszyk, w którym jest na ogół coś o schnących kwiatkach oraz pytanie, czy wolno rzeczonego kwiatka podlać, na co dziewczynka, że owszem, po czym następuje skropienie wodą kolońską, za co chłopiec otrzymuje jajka czekoladowe. Etnograf bez trudu rozpozna w obrzędzie elementy ludowe: wodę zastąpioną wodą kolońską, skropienie zamiast polania, jajko symbolizujące jajko od kury. Taka drobnomieszczańska wersja pradawnego rytuału.

Skąd więc moje rozterki? Powodów jest dwa. Po pierwsze irytuje mnie seksistowski podtekst obrzędu. Dziewczynka poddaje się jemu pasywnie a w dodatku jeszcze płaci za to jajkami. Co więcej, jak nie przyjdą jej polać to wstyd! W Polsce generalnie też polewa się dziewczyny ale nie ma tej podległości i ponadto można oddać. Po drugie, woda kolońska, której się do polewania używa to specjalnie na tą okazję robiony płyn o okropnym zapachu, naprawdę śmierdzi. Można sobie wyobrazić jak się pachnie po całym dniu polewania. śliwka nienawidzi tego zwyczaju, gotowa jest bić (dosłownie!) nieświadomych tego polewaczy.

No i co tu robić? Pewno nic, sprawa nie jest aż tak dramatyczna, ale mam przedsmak już moich przyszłych rozterek związanych z systemem edukacyjno-szkolnym.

„mójkraj.hu”

Tytułowy "mójkraj.hu" – po węgiersku "www.azénországom.hu" – to kampania Związku Wolnych Demokratów. Partia, tutejszy odpowiednik Unii Wolności o podobnie dysydenckich korzeniach, ostatnio coraz bardziej podkreśla swój liberalny charakter. W wyborach do parlamentu europejskiego na każdym plakacie i ulotce było słowo "liberalny". Najwyraźniej pomysł wypalił, bo na kongresie w zeszły weekend rozszerzyła swoją nazwę dodając "Węgierska Partia Liberalna". Kampania, o której piszę to część budowania tego liberalnego imażu.

Reklamowano ją na billboardach. Pojawiały się na nich stwierdzenia jak na przykład "Węgry są krajem chrześcijańskim" oraz adres internetowy kampanii. Zajrzałem, na miejscu kwestionariusz, 43 zdania i po dwie opcje: zgadzam się, nie zgadzam się. Tematyka, żeby tak powiedzieć, ideologiczna, jest rola kobiet w społeczeństwie, aborcja, eutanazja, wspomnianz już chrześcijański charakter Węgier, kara śmierci, Romowie, ochrona środowiska, małżeństwa homosekualne, karalność używek, i tak dalej. Po wypełnieniu natychmiast informacja na ile twoje poglądy zgadzają się z poglądami ZWZ oraz obietnica, że gdy kampania się skończy przyślą zebrane rezultaty wszystkich odpowiedzi.

Kampania się skończyła, rezultaty właśnie dostałem. Rzecz jasna, nie można ich traktować jako opinii społecznej, bo mamy próbkę, zresztą całkiem sporą, bo ponad osiemdziesięciotysięczną, która się sama dobrała i ma oczywiste skrzywienie liberalne, ale mimo wszystko znalazłem parę ciekawych rzeczy. Największa zgodność z poglądami ZWZ? "Zanieczyszczający środowisko powinni płacić za spowodowane szkody" (96% za) oraz "Po rozwodzie zawsze najlepiej dziecku jest u matki" (podobnie jak ZWZ ze stwierdzeniem nie zgadza się 93% respondentów). Najmniejsza zgodność? "Należałoby karać za śmiecenie" (75% za, ZWZ przeciw) oraz "Pary homoseksualne powinny mieć prawo adoptować dzieci" (70% przeciw, ZWZ, rzecz jasna, za). Najbardziej podzielone opinie? "Węgry są krajem chrześcijańskim" (50/50, ZWZ się z tym stwierdzeniem nie zgadza).

Prawicowy Fidesz ogłosił niedawno "narodowe konsultacje", w ramach których każdy obywatel ma otrzymać do domu kwestionariusz z serią pytań. Ciekaw jestem już co też tam będzie.

Tak to się tutaj obywatele zastanawiają nad istotnymi zagadnieniami.