35 miskow i 18 wilkow nie liczac 2 lisow i dzika

Do Franki przyjechala jej przyjaciolka z chlopakiem, wszystko Niemcy. Gniezdza sie w ich jednopokojowym mieszkaniu we czworo wiec staramy sie jak mozemy pomoc. Gdy bylismy we Wiedniu zostawilismy klucze, zeby sobie mlodzi (a takze i Franka z Duzym) mogli pobyc sami. Wczoraj, jako, ze melismy swieto narodowe, wymyslilismy wycieczke i pojechalismy do Veresegyháza pod Gödöllő jakies trzydziesci kilometrow pod Budapesztem.

Ta mala i w zasadzie nieinteresujaca miejscowosc jest znana z domu spokojnej starosci niedzwiedzi, ktory sie tam miesci. W 1998 stworzono go dla niedzwiedzi, ktore cale swoje zycie przezyly w ogrodach zoologicznych, cyrkach lub tez gdzie indziej a teraz dozywaja swoich dni na wygrodzonych dla nich trzech i pol hektarach ziemi pokrytej czesciowo lasem i oraz paroma sztucznymi stawami. Niedzwiedzi jest tam obecnie trzydziesci piec, sa tez tam – choc trzymane osobno – tez inne zwierzeta: wilki, dzik, lisy oraz drobniejsze zwierzaki.

Bylem juz tam pare razy i za kazdym razem zauwazam zmiany. Niedzwiedzie dostaly swoj teren w zasadzie posrodku pol, sa tam drzewa wprawdzie, ale z punktu widzenia cywilizacji jest to pustka. I na tej pustce, dzieki czyjemus porywowi serca, zaczala wyrastac znaczaca atrakcja turystyczna.

Najpierw zrobiono parking wysypany zwirkiem. Potem pojawila sie duza, solidna skarbonka ("wyzywienie jednego niedzwiedzia kosztuje dziennie 4,800 forintow, wrzuc przynajmniej na godzine pokarmu, tj. 200 forintow").

Obecnie byla juz drewniana budka z bufetem w srodku a ponadto – czemu nie – nadmuchiwany zamek do skakania dla dzieci (300 forintow za piec minut, dzieci sa zdecydowanie drozsze w utrzymaniu niz niedzwiedzie). Zniknela tablica "uwaga teren strzezony przez psy!", ktora zawsze wzbudzala nasz entuzjazm zrozumialy chyba w kontekscie tego co sie po tym terenie szweda.

Wplyw miskow siega jednak dalej niz ich bezposrednie otoczenie. Pare kilometrow stamtad otworzono wlasnie restauracje Ogrod Edenu. Jaka jest nie wiem, nie bylismy tam.

Z racji swieta na miejsce nie bardzo mozna sie dopchac samochodem a potem przecisnac przez bloto do siatki.

Sporo niedzwiedzi wciaz jeszcze spalo snem zimowym, tylko kilka z nich lazilo sobie po terenie.

Zwierzaki nie bardzo sa glodne, na ziemi kolo siatki walala sie masa jablek, marchwi i bulek.

Hitem wsrod odwiedziajach sa sloiki z miodem, ktorym miski sie karmi przy pomocy lyzki przymocowanej do patyka, sam widzialem.

Kolo terenu niedzwiedzi sa tez oddzielone siatka wybiegi dla wilkow oraz klatki dla innych zwierzat. Miski maja duzo miejsca i milo sie patrzy jak sobie laza, pozostale zwierzeta sprawiaja nieco scisnietych. Wilki laza wzdluz siatki i co jakis czas wyja,

lisy spia apatycznie,

jedynie dzik sprawial wrazenie zdrowo zainteresowanego mna jako potencjalnym zrodlem pokarmu.

Teraz ciekaw jestem jak bedzie tu nastepnym razem choc wiem, ze z pewnoscia nie przyjedziemy juz tu w takie swieto:)