pasja wedlug sw. Jana na Akademii Muzycznej

W zeszla niedziele poszlismy na koncert orkiesty barokowej Orfeo (graja na orginalnych instrumentach) z chorem Purcella. I jedno i drugie male – tenorow bylo raptem szesciu – ale znakomite, zwlaszcza chor. Solisci tez swietni, poza kobietami. Alt kolebal sie, zarzucal na zakretach i z lekka nie nadazal. Sopran dzwieczny, perlisty, ale jego posiadacznka spiewala z buzia w ciup i regularnie lykala spolgloski. Ewangelista przykuwajacy uwage przez caly czas, Jezus powazny i rzeczowy, bas i tenor bardziej niz rzetelni. Jeden z basow w chorze spiewa bez patrzenia w partyture, wiolonczelista solista gra z zamknietymi oczyma, czuje sie, ze nie jest to dla nich rutynowy koncert.

Przy okazji uswiadomilem sobie, ze pasje Bacha to muzyka programowa. Kiedy swiety Piotr zaplakal po wyparciu sie Jezusa Ewangelista wyspiewal ten placz az sie czulo na plecach. Podobnie fragment opowiadajacy o smierci Jezusa konczy sie urywajacym sie dzwiekiem granym na fisharmonii, co jak muzyke jest w miare doslownym opisem umierania.

Jak zawsze na Akademii Muzycznej czy w teatrze z ciekawoscia ogladalem sobie publicznosc. Polowa nic takiego ale druga polowa wyglada jak statysci z filmu o latach osiemdziesiatych. Niemodne garnitury, ciezkawo wieczorowe kobiety, niezdarne nastolatki w niedopasowanych garniturach, grzeczne panienki w bialych bluzkach z kolnierzem. Niedobitki zdeklasowanej inteligencji w widoczny sposob nie mogacej sobie pozwolic na nieco bardziej wspolczesny wyglad ale w nadal ciagnacej do kultury wysokiej. Nigdzie indziej ich nie widac, jakos sie ciesze, ze sa.